
Leczo
Lecsó – gęsta, słoneczna potrawa z papryki, pomidorów i cebuli, która smakuje niczym węgierskie lato zamknięte w garnku.
Kiedy na Węgrzech kończy się lato, a strąki papryki (te prawdziwe, podłużne, cienkoskórne, o miąższu tak skoncentrowanym, że hiszpańskie monstra z supermarketu wyglądają przy nich jak napompowane balony) i dojrzałe pomidory walą się z każdej grządki, na stołach pojawia się lecsó. Nie jest to starodawna kuchnia koczowników ani tureckie dziedzictwo – papryka i pomidor przywędrowały z Ameryki przez Bałkany, a danie w formie, którą znamy, wykiełkowało dopiero pod koniec XIX wieku dzięki bułgarskim ogrodnikom, którzy na otwartym ogniu dusili to, co akurat dojrzało. Słowo „lecsó” pojawiło się w dialekcie nógrádskim dopiero w 1914 roku, a prawdziwą karierę zrobiło dzięki konserwom Globus, które rozeszły się po Europie. Dziś to jeden z filarów węgierskiej codzienności – „mezítlábas gyalogos”, jak ktoś ładnie napisał: prosty piechur węgierskiej kuchni.
Filozofia jest prosta i bezlitosna: lecsó ma być o papryce, a nie o sosie pomidorowym z kawałkami papryki. Proporcje klasyczne to mniej więcej jedna część cebuli, dwie części pomidorów i cztery części papryki. Tłuszcz – najlepiej wytopiony ze słoniny albo smalec – nie jest tu dodatkiem, tylko nośnikiem smaku. Papryka mielona (dużo, naprawdę dużo, aż prawie krystalizuje na brzegach) musi mieć czas, żeby oddać kolor i aromat bez goryczy. Ilość wariantów jest nieskończona: z kolbászem, z jajkiem wbitym na koniec, z ryżem, z tarhonyą, a nawet „białe” – bez pomidorów. Ale esencja zostaje ta sama.
W wersji, którą przedstawiam, praca zaczyna się od solidnego wytopienia boczku i kiełbasy, żeby tłuszcz nabrał dymnego charakteru, potem idzie cebula, lawina słodkiej papryki, grube kawałki świeżej papryki i dopiero gdy ta straci objętość – pomidory. Dusić długo, redukować bez litości, aż zostanie gęsta, intensywna masa. Kiełbasa na sam koniec. Ostre ma być nie trochę, tylko tyle, żeby język drętwiał i chciało się sięgać po kieliszek zacnego węgrzyna.
To danie nie potrzebuje rewolucji, tylko szacunku. Szacunku do sezonu, do jakości strąków i do tego, że prostota wcale nie oznacza bylejakości. Kiedy za oknem już chłodno, a w garnku bulgocze czerwono-żółta masa pachnąca słońcem i papryką – wtedy wie się, po co właściwie istnieje kuchnia.
Średnia 4.23 / 5 (70 ocen)
Oceń
Składniki
papryka
2 kg
cebula
4 sztuki
pomidor
1 kg
boczek surowy
200 g
kiełbasa wieprzowa
1.5 laska
papryka słodka mielona
3 łyżki
papryka ostra mielona
1 łyżeczka
sól
szczypta
pieprz
szczypta
Składniki opcjonalne
frankfurterki
30 dkg
Papryka świeża: jeżeli nie masz prawdziwej węgierskiej, najlepiej wyjdzie polska, zwłaszcza polska biała Cebule: zwykłe albo czerwone Papryka mielona: najlepiej wegierska Pomidory: jeżeli nie masz naprawdę dobrych,z krzaka, użyj puszkowanych, najlepiej włoskich.